Ela polecała nam ostatnio w komentarzach „Ozorki w sosie chrzanowym”, ale… ozorków nie było. Była za to sama Ela we własnej osobie, oraz… zrobione przez nią naleśniki. Jako, że blog staje się powoli nieco kulinarnym toteż – chwalimy się naszym kolejnym obiadem. Nie możecie spróbować, ale możecie wierzyć na słowo, że było pyszne. Dżemik z czarnej porzeczki, oczywiście nie jakiś tam „z paczki” lecz „prawdziwny” – robiony własnoręcznie przez mamę Eli.











mniammmmmm…
mniaaaam
Druga fota – genialna
mmm mniam mniam… tak Krzysiu jest mi okropnie wstyd
do tego chce mi się naleśników
… a czy ozory tez będą? ” nie jakiś tam “z paczki” lecz “prawdziwny” – robiony własnoręcznie przez mamę Eli”…
O Ela o Ela twoje ciało mnie onieśmiela
P.S. Naleśniczkiem też bym nie pogardził
A z syropem klonowym? Też da radę?
Albo z bitą smietaną i owocami