Archiwum kategorii ‘Kulinarium’
 

Naleśniki z Elą i dżemem

niedziela, 2 Maj 2010

Ela polecała nam ostatnio w komentarzach „Ozorki w sosie chrzanowym”, ale… ozorków nie było. Była za to sama Ela we własnej osobie, oraz… zrobione przez nią naleśniki. Jako, że blog staje się powoli nieco kulinarnym toteż – chwalimy się naszym kolejnym obiadem. Nie możecie spróbować, ale możecie wierzyć na słowo, że było pyszne. Dżemik z czarnej porzeczki, oczywiście nie jakiś tam „z paczki” lecz „prawdziwny” – robiony własnoręcznie przez mamę Eli.

(więcej…)

Wielkie grillowanie

sobota, 1 Maj 2010

Wielkie Grillowanie czas zacząć. Przyjazd Eli, odwiedziny kuzynów, musztarda, ketchup, zimne piwo i ciepła kiełba – nasz pierwszy wiosenny grill zaliczony! Po prostu majówka pełną gębą. Sezon grillowy na Martówce uznaję za rozpoczęty.

(więcej…)

Kulinarna wiosna

środa, 21 Kwiecień 2010

Wiosenna surówka, wiosenny obiad i wiosenna ja. Pogoda też dziś jakoś tak mocno wiosenna (bo zimno i deszcz pada). Tak mnie wkręciło gotowanie, że stwierdziłam, że czas na nowe – kuchenne doznania. Co prawda nie jest to obiecany ostatnio kurczaczek w warzywkach, ale za to pyszna, własnoręcznie przygotowana surówka (jako danie główne), oraz ziemniaki i mielone kotlety (jako przystawka).

(więcej…)

Perfekcyjna Pani domu

sobota, 17 Kwiecień 2010

Poważne gotowanie czas zacząć. Ciasta już piekę, kotlety smażę, zupy gotuję… przyszedł więc i czas na rosół. Ulubione (zaraz za przygotowywanymi przeze mnie „piersiami z kurczaka”) danie mojego Krzysztofa. Zdobyłam kurę, warzywa i przepis. Po krótkich i rzeczowych, telefonicznych konsultacjach z teściową postanowiłam sprawdzić się w nowej roli. W roli „rosołoprzygotowywacza”. Sądząc po pomrukiwaniach i mlaskaniu Krzysztofa – spełniłam się w tej roli znakomicie.

(więcej…)

Walentynki wg Carrefour’a

niedziela, 14 Luty 2010

Kilka dni temu wpadła mi w ręce ulotka sklepu Carrefour. Nie jestem tam częstym gościem (Carrefour znajduje się na drugim końcu Torunia), a ulotkę przejrzałam czysto z ciekawości (porównując w głowie ceny najczęściej kupowanych produktów). Nie rozumiem idei walentynek i nigdy ich z moim narzeczonym nie obchodziłam (chyba, że idea jest taka, by sprzedać jak najwięcej badziewia z napisem „Love” którego normalnie nikt by poza tym jednym dniem nie kupił, a czego i tak nikt normalny nawet w tym równie głupim dniu nie zrobi). W tym roku pośród tego całego ogólnodostępnego badziewia znalazła się jedna, jedyna i w pełni „wyjątkowa” propozycja dla zakochanych.
(więcej…)